Piotr Wiśniewski – Lato mostOFF 2016 za nami

Rozmowa z panem Piotrem Wiśniewskim, dyrektorem naczelnym Teatru Żelaznego, przeprowadzona 25 sierpnia 2016 r. tuż po zakończeniu ostatniego spektaklu wystawionego w ramach letniego przeglądu teatralnego Lato mostOFF.

JM: Jakie wrażenia po zakończeniu całego przeglądu?

PW: Wrażenia są przepiękne! Przede wszystkim bardzo dużo ludzi wczoraj w CKŚ [Centrum Kultury Śląskiej „Zgoda” w Świętochłowicach – JM]. Ja wcześniej mówiłem szczerze, że obawiałem się… – mam nadzieję, że pani dyrektor nie uraziłem – naprawdę obawiałem się, że Świętochłowice to nie jest miejsce teatralne. Na naszym pierwszym spotkaniu powiedziałem, że ja wierzę w projekt dlatego, że wierzę w teatr – spodziewałem się jednak dużo mniejszej frekwencji. Z Grześkiem [Grzegorz Kempinsky –Dyrektor Artystyczny Teatru Żelaznego –JM] rozmawialiśmy wstępnie co zrobić i jak zrobić, żeby choć te trzydzieści osób w ogóle przyszło a tu się okazało, że kilka razy naprawdę były tłumy. Oczywiście byli tu także widzowie, którzy już od Lata w Malarni nam w tym projekcie towarzyszą, niemniej jednak frekwencja była efektem naszych wspólnych działań z CKŚ. Już sama idea tego, że to w tym właśnie mieście się wydarzyło, że jest ta pani dyrektor, jest pan prezydent – to było naprawdę wspaniałe. Mówię tu o pani Justynie Kramorz, dyrektorce CKŚ i prezydencie Świętochłowic, Dawidzie Kostempskim.

Chcę przy okazji powiedzieć, że wszyscy moi koledzy – ci „wyznawcy sezonów ogórkowych” – naprawdę się mylą i powinni przemyśleć swoją strategię. Przy takim skromnym budżecie i takich skromnych możliwościach, jeśli chodzi o marketing, udało nam się wystarczająco dobrze a to znaczy, że teatr jest potrzebny i teatr jest takim miejscem, do którego ludzie chętnie zawitają jeśli się im powie „warto przyjść!”. Dlatego, wrażenia jak zawsze – petarda!

JM: Wspomniał Pan o obawach związanych ze Świętochłowicami. Czyj to był pomysł, żeby włączyć CKŚ do tego projektu?

PW: Z pomysłem Świętochłowic wyszedł Grzesiek. Rozmawiał z żoną prezydenta i to ona zasugerowała, że warto byłoby rzecz przemyśleć i podjąć stosowne działania. Zresztą prezydent Kostempski natychmiast stwierdził, że teatr to dobry pomysł i pewnie rozmawiali o tym z Grześkiem, no a potem poszło już szybko – że Grzesiek, że my, i żeby to zrobić. To był ich pomysł i inicjatywa prezydenta, żeby w ogóle zrobić coś takiego. Niewątpliwie pomogło to, że poznali się przy okazji Lata w Malarni i to wszystko skłoniło ich pewnie do takich decyzji.

JM: To nie było pierwsze Lato mostOFF. Jak długo trwały przygotowania do tegorocznego przeglądu?

PW: Przygotowania tak naprawdę trwają przez cały okrągły rok. Gdy kończy się przegląd to my już pracujemy nad następnym. Grzesiek administruje stronę Lato MostOFF na Facebooku i podtrzymuje kontakt z mediami i widzami a potem wiadomo – jeżdżenie, oglądanie spektakli, rozglądanie się kto coś ciekawego, nowego zrobił albo czy jest jeszcze coś do czego nie dotarliśmy, czego nie widzieliśmy a warto byłoby pokazać. Więc widzów trzeba najpierw odpowiednio wcześnie, a potem na bieżąco „bombardować” informacjami, że taki przegląd zaistnieje.

JM: Widzieliśmy w tym roku aktorki i aktorów z teatrów z całej Polski. Czy trudno było ich tutaj ściągnąć?

PW: Prawdę mówiąc to jest właśnie fenomenem tego miejsca, że obojętnie kogo bym nie zaprosił do współpracy to ludzie się zgadzają. Tak samo było z Krzysztofem Globiszem gdy jeszcze byliśmy w Ligocie. Kiedy pochwaliłem się wśród znajomych i tych najbliższych teatrowi, że mam zamiar zadzwonić do Globisza i zaprosić go do współpracy to pukali się w głowy i mówili: „No Piotrek! No absolutnie nie ma w ogóle szans… To jest nazwisko! Nie dziczej!”. A tu okazuje się, że nie tylko się zgodził, ale jeszcze przyjechał, zrobiliśmy wspólnie spektakl, opracowaliśmy piosenki, objął miejsce patronatem honorowym, więc przerodziło się to w dużo większą rzecz niż ja miałem w założeniach! A potem inni artyści jak na przykład Szczepkowska, Bogdańska, Herbuś, itd. To są ludzie, którzy bardzo chętnie się zgadzają, bardzo chętnie współpracują, przyjeżdżają, na skromnych warunkach finansowych – bo nie jesteśmy przecież w stanie zapewnić takich wynagrodzeń jakie standardowo są przyjęte.

JM: Z czego jest Pan najbardziej zadowolony i czy jest coś co wam się nie do końca udało?

PW: Najbardziej zadowolony jestem z tego, że frekwencja w Świętochłowicach dopisała. To jest naprawdę bardzo duży plus. A z czego najmniej jestem zadowolony…? Nie wiem czy jest taka rzecz, prawdę mówiąc. Technicznie wszystko się udało. Łukasz, który pracuje w CKŚ i obsługuje spektakle jest świetnym człowiekiem, który pospinał wszystko jak należy, więc to jest naprawdę niesamowite, że nie było ani jednego takiego momentu, który mógłbym uznać za kompletny fuck up i „o matko nie przypominajcie mi!”. Naprawdę nie. Wyszło to dobrze, sprawnie, również tutaj u nas w Piotro [Katowice-Piotrowice, gdzie Teatr Żelazny ma swoją siedzibę – JM] wszystko się bardzo dobrze udało. Wydaje mi się że nie ma takiej rzeczy, która nie byłaby udana.

JM: A jak to wypadło od strony finansowej? Czy dużo dołożyliście?

PW: Absolutnie nic. Urząd Miasta Świętochłowice sfinansował przegląd na takim poziomie, który zdecydowanie wystarczył, żeby to pospinać. Dodatkowo wpływy z biletów też wspomogły to przedsięwzięcie, więc jeśli chodzi o rezultat finansowy to uważam, że było jak najbardziej w porządku. Pewnie, że można było lepiej czy więcej, że promocję można by zrealizować za dużo większe pieniądze, co odbiłoby się znacznie większym echem ale to też nie o to chodzi. Mamy taki budżet jaki mamy, radzimy sobie i to jest najważniejsze. A jeśli pozwoli nam się to rozrastać i ktoś w końcu dostrzeże, że te działania są opłacalne – tak to kolokwialnie ujmę – dla miasta, czy jakiegokolwiek sponsora to w przyszłych sezonach i edycjach będziemy ich przyjmować albo sami szukać. Wychodzę z założenia, że musimy być samowystarczalni. To jest dla mnie podstawą. Jeżeli potrafimy sami się utrzymać i zaistnieć to jeśli ta cała reszta też będzie, to super. Jak nie, to też przeżyjemy.

JM: Na co chciałby Pan szczególnie zaprosić widzów we wrześniu?

PW: Szczególnie…? Wie Pan to jest bardzo trudne pytanie dlatego, że dobierając repertuar od samego początku istnienia teatru, za każdym razem kieruję się swoim własnym gustem więc nie zapraszam – nie do końca dobrze to teraz zabrzmi – nie godzę się na wystawianie spektakli na zasadzie: bo przysługa, bo kumpel, bo jakkolwiek. Jeśli coś mi się ewidentnie nie podoba to naprawdę nie chcę tego pokazywać i nie robię tego. Dlatego jest mi trudno powiedzieć na co szczególnie – bo spektakle, które robimy sami to robimy tak, żeby nas satysfakcjonowały i żeby warto je było puszczać. Tak samo wszystkie gościnne spektakle – są selekcjonowane i jeśli raz się ktoś u nas pojawił i ewidentnie był to spektakl niedobry to już więcej go nie zapraszamy. Jeżeli cała grupa przypadła nam do gustu – to wtedy zapraszamy po raz kolejny, kolejny i kolejny.

Zagra u nas na pewno Teatr Poczekalnia z Łodzi z „Ławeczką”, na pewno zagra jeszcze Małgosia Bogdańska z „Juliettą” [monodram „Nie lubię pana, panie Fellini” – JM], na pewno pani Joasia Szczepkowska przyjedzie ale to są tylko i wyłącznie spektakle, które mnie się podobają, które dla mnie są wartościowe i warto je po prostu grać.

JM: A czy w tym sezonie będą wasze nowe premiery?

PW: Oczywiście. Pierwsza już 17 września dla najmłodszych. Dla dorosłych coś z klasyki również się pojawi, mam nadzieję że w listopadzie. Nie chcę jeszcze zdradzać szczegółów – no bo wiem, jak to wypada różnie w naszym zawodzie – ale na pewno dwie premiery się zbliżają. Plany na następne też są ale trochę teraz sił brak ze względu na festiwal, a nowy sezon intensywnie zaczyna się od września, więc trudno w tej chwili skalkulować co jeszcze uda się nam zrobić nowego.

JM: Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę spełniania Waszych planów artystycznych.

Rozmowę przeprowadził: Janusz Muzyczyszyn.

Opracowanie i redakcja: Tomasz Muzyczyszyn

© 2016, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Może Ci się również spodoba

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

error: Zawartość tej strony jest chroniona prawem autorskim
%d bloggers like this: