Trylogia

„Trylogia” o tragedii kobiet

Tragedia kobiet dotkniętych wojną

Przez stulecia Śląsk był obszarem pogranicza – konglomeratem języków, narodów i kultur: śląskiej, polskiej, niemieckiej, czeskiej i żydowskiej. Przez Śląsk przechodziły inne klęski i wojny niż przez Polskę, tu inaczej i w innym tempie rozwijała się literatura, sztuka, społeczeństwo i myśl polityczna. To wiemy.

Wiemy również, że armia radziecka w styczniu 1945 roku zajmowała teren Śląska z przeświadczeniem, że to teren wroga i całą miejscową ludność, która nie zdążyła się ewakuować lub wolała pozostać na swoim (czyli w miejscu, gdzie żyła od wielu pokoleń) traktowała jak wrogów. Działo się to wtedy, gdy losy tych terenów były już dawno przesądzone na konferencji w Jałcie, więc z formalnego punktu widzenia od stycznia 1945 roku Armia Czerwona zajmowała obszar przeznaczony dla Polski. Nie stanowiło to jednak najmniejszej przeszkody przed popełnianiem przez jej żołnierzy aktów barbarzyństwa – mordów, gwałtów, kradzieży, bezmyślnego niszczenia zabytków i dóbr kultury.

Gorsze czasy dla autochtonicznej ludności przyszły jednak dopiero po przejściu frontu, gdy władzę objęli urzędnicy odrodzonego państwa polskiego. Podobne akty terroru odbywały się teraz w „majestacie prawa”.

O tych właśnie czasach i ludziach opowiadają książki, o których piszę poniżej. Tworzą swoistą trylogię – trójgłos opisujący wydarzenia z okresu od przedwojnia, poprzez wojnę aż po czasy powojenne; wydarzenia dziejące się na terenie historycznego Górnego Śląska, opowiadane przez ludzi, którzy byli świadkami tego, co się wówczas działo.

Pierwsza książka to „Dziennik księdza Franza Pawlara”. Jest to pamiętnik księdza, który był kapelanem w kaplicy pałacowej Ballestremów w Pławniowicach (koło Gliwic). Autor dziennika skrupulatnie i „na chłodno” – choć często ze łzami w oczach – relacjonuje dzień po dniu przebieg wydarzeń wojennych i tych po przejściu frontu. Dziennik obejmuje czasy od połowy stycznia do końca kwietnia 1945 roku, a więc okres od przejścia frontu przez Pławniowice po pierwsze miesiące rządów nowej władzy.

Druga książka to „Hanyska” Heleny Buchner. Autorka nie opowiada tu o konkretnych osobach czy miejscach, nazwiska osób i nazwa wsi, w której dzieją się opisywane wydarzenia są zmyślone, to jednak jak sama pisze we wstępie: „Wszystkie zdarzenia się wydarzyły albo mogły się wydarzyć, bo taki był czas. Wszystkie postacie są prawdziwe albo prawdziwe być mogły. Jest to jednak fikcja literacka, oparta na opowieściach starych ludzi, którzy te czasy przeżyli. Kto siebie, swoich rodziców, dziadków, pradziadków, sąsiadów, krewnych, znajomych bliskich i dalekich w tej książce chce znaleźć, znajdzie na pewno. Pozna ich. Jeśli na naszej ziemi żył, obojętnie czy hanys czy chaziaj, czy autochton czy repatriant, rozpozna swoje miejsca, rozpozna swoich znajomych, swoich przyjaciół i wrogów”.

Hanyska opisuje historię jednej rodziny autochtonów z podopolskiej wsi i obejmuje okres od nadejścia frontu w styczniu 1945 roku po pierwsze lata powojenne. Przedłużeniem historii Hanyski jest kolejna powieść Heleny Buchner pod tytułem „Dzieci Hanyski”, która wydana zostanie w tym roku. Obejmuje ona czasy do końca lat 60. XX wieku. Pierwsze wydanie „Hanyski” w 2006 roku autorka opublikowała pod pseudonimem Leonia. Po przeczytaniu książki zrozumiałem dlaczego, ponad 60 lat po wojnie, był w niej ciągle strach przed „władzą”.

Trzecia książka z umownego tryptyku to „Dziedzictwo” Ewy Tvrdej. Autorka opisuje tu wydarzenia w Kraiku Hulczyńskim – części Górnego Śląska, który obecnie znajduje się w Republice Czeskiej – w okresie od roku 1938 (przed aneksją Czechosłowacji przez III Rzeszę) do czasów powojennych, gdy te tereny zostały ponownie włączone do Czechosłowacji.

Trzy książki – trzy różne opowieści o trzech różnych miejscach pisane przez trzech nieznających się autorów. A jednak bardzo, aż do bólu, podobne. Wszystkie opisują w podobny sposób okrucieństwo wojny, bezradność i bezbronność ludzi, którzy jej doświadczają niezawinieni i wbrew swej woli oraz bezwzględność i terror zwycięzców. Najbardziej poruszająca dla mnie jest jednak opisana – identycznie we wszystkich trzech książkach – tragedia kobiet. Bowiem każda wojna najbardziej okrutnie i bezwzględnie rani kobiety. O tym mówi ta trylogia – trójgłos kobiet, które doświadczyły przemocy fizycznej i psychicznej, choć jej nie zawiniły.

Wyrazy uznania należą się małemu, prężnemu wydawnictwu SilesiaProgress z Opola za trud przygotowania do druku i opublikowania omawianych pozycji. Polecam ich lekturę, co prawda nie łatwą, wszystkim, którzy chcą poznać chociaż kawałek historii regionu, który jest ważną częścią naszej obecnej rzeczywistości. Dopiero po ich przeczytaniu jest się w stanie zrozumieć różnice w postrzeganiu i odczuwaniu przeszłości i teraźniejszości przez rdzennych Górnoślązaków i mieszkańców centralnej Polski.

Szczerze i gorąco namawiam do lektury książek, o których napisałem. Niewątpliwie pozwolą one czytelnikom poszerzyć horyzont patrzenia na problemy mojego rodzinnego regionu.

A jako „wisienkę na torcie”, na swoisty deser czytelniczy, polecam wydaną przez to samo wydawnictwo po raz pierwszy w języku polskim, znakomitą powieść Augusta Scholtisa „Wiatr od Wschodu”. Akcja jej też toczy się na Górnym Śląsku, tyle, że obejmuje okres przełomu XIX i XX wieku aż do powstań śląskich.

  • „Dziedzictwo” w tłumaczeniu Karoliny Pospiszil, wyd. I, Kotórz Mały 2016, ISBN 978-83-65558-05-3, seria Canon Silesiae-ślōnske dzieje
  • „Dziennik księdza Franza Pawlara” przetłumaczony i opracowany do druku przez Leszka Jodlińskiego.; w konkursie Hitsmag.org i Granice.pl na najlepszą książkę historyczną I połowy 2016 roku zajął I miejsce, wyd. I, Kotórz Mały 2015, ISBN 978-83-942643-1-4, seria Canon Silesiae-ślōnske dzieje
  • „Hanyska” wyd. II, Kotórz Mały 2016, ISBN 978-83-65558-08-4, seria Canon Silesiae-ślōnske dzieje, seria Canon Silesiae-ślōnske dzieje
  • „Wiatr od Wschodu” w tłumaczeniu Aloisa Smolorza, wyd. I, Kotórz Mały 2015, ISBN 978-83-942643-4-5, seria Canon Silesiae-ślōnskŏ bibliŏteka

Powyższy tekst z niewielkimi skrótami ukazał się też w lutowym numerze „Jaskółki Śląskiej”

© 2017, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.