„Mój drugi brzeg” refleksje Czytelnika

„Mój drugi brzeg” refleksje Czytelnika

Z ogromnym wzruszeniem przeczytałem maila od jednego z Czytelników mojej powieści Mój drugi brzeg. Tuż po premierze wysłałem do Niego egzemplarz autorski bez specjalnej nadziei na jakąkolwiek reakcję. Wiedziałem, że Pan Marek Twaróg, Redaktor Naczelny największego w Polsce dziennika regionalnego, jakim jest Dziennik Zachodni, jest człowiekiem po pierwsze ekstremalnie zajętym, a po drugie i chyba ważniejsze otrzymuje miesięcznie zapewne tony książek różnych autorów, proszących o recenzję.

Treść Jego maila wbiła mnie w fotel. Po raz pierwszy tak dobitnie poczułem, że to co piszę ma sens.

Za Jego zgodą zamieszczam poniżej obszerny fragment Jego refleksji po lekturze mojej debiutanckiej powieści.

[…] Najważniejsze – miejsce, w którym czytałem. […]

Gdyby oni wszyscy jednak – biegający, czekający, nudzący się i martwiący – mogli ją wraz ze mną przeczytać! Wiedzieliby, że nie jest to książka o śmierci. Choć śmierć spotkamy w tej powieści, a na koniec wręcz odgrywa ona główną rolę, to jednak nie, zdecydowanie nie jest to książka o śmierci. Wręcz przeciwnie, jest to książka o życiu, a ściślej: o najlepszej tego życia odsłonie, czyli o miłości. Nie tylko z powodu retrospekcji na temat dawnych miłości, tych spełnionych i tych zawiedzionych. Jest to książka o miłości także z powodu relacji, jakie główny bohater nawiązuje w swoim nowym domu. Wreszcie – jest to książka o miłości także z powodu więzi z synem i jego Mają.

Jestem, Panie Januszu, w połowie drogi. Ciągle czuję się jak chłopiec, który wzdycha za nieżyjącym Ojcem i potrzebuje Mamy. Ale jestem przecież mężem z dwudziestoletnim stażem i ojcem trzech synów, w tym jednego dorosłego. I tak, z perspektywy połowy drogi, najbardziej lubię ten wątek relacji z synem. Ciepło opisany, każdy chciałby mówić synowi to, co Jan mówi Damianowi. Ale zaraz potem równie istotny okazuje się inny wątek: zaniechania miłosne, niedopowiedzenia, niepotrzebne straty czasu. O tak, jesteśmy ojcami, ale jesteśmy też mężczyznami z całym tym bagażem skrywanych pragnień, o których nie wypada mówić, a które ciążą nam w niespełnieniu.

Szukałem słowa, które idealnie pasowałoby do Pana powieści. Ma ona jakiś – może to jest to słowo? – walor zwyczajności. Jest zwyczajna, jak życie większości z nas. Nie ma tu fajerwerków narracyjnych, wyszukanych słów i zawiłych konstrukcji. I to jest jej siła. Czujemy się, jak podczas leniwego przeglądania albumu ze zdjęciami. Gdy życzliwie patrzymy na nasze życie, choć przecież wiele spraw poprowadzilibyśmy inaczej, wiele naprawili. Coś się udało, coś poszło nie tak, raz radość i zwycięstwo, raz zawód i klęska. Pogodzeni z życiem, pogodzeni z nieidealnym światem i nieidealnymi ludźmi wokół. Nade wszystko, pogodzeni z własnymi słabościami i upadkami.

To książka, którą się lubi. Naszkicował Pan świat zwyczajny, a przez to fascynujący. Życie wydaje się znośniejsze, gdy sobie uświadomimy, że wszyscy mamy te same marzenia i tęsknoty, i troski.

Dziękuję i gratuluję, Panie Januszu.

Marek Twaróg

redaktor naczelny „Dziennika Zachodniego”

 

Pokornie dziękuję Panie Redaktorze. A tych z Was, których powyższy tekst zachęcił do lektury mojej powieści, zapraszam do księgarń.

© 2019, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Maryla pisze:

    Gratuluję wspaniałej recenzji!

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

error: Zawartość tej strony jest chroniona prawem autorskim
%d bloggers like this: