Listy do Michaliny

Dzisiaj (18.08.2016 r.) Teatr Żelazny uraczył nas monodramem pt. „Listy do Michaliny” w wykonaniu Izabeli Noszczyk, wystawionym przez Teatr Scena Poczekalnia z Łodzi.

Znowu zaskoczenie i kolejna zagwozdka. Bo co to było? Komedia, satyra, czy może coś innego?

Zaczęło się komediowo, wykpiwaniem (i chyba słusznym) modnych obecnie „treningów coachingu”, porad życiowych udzielanych przez domorosłych „fachowców” czy wróżki. Dalej już tak wesoło nie było, choć jeszcze w paru miejscach widzowie musieli się roześmiać – niektórzy pewnie sami z siebie.
Motywem przewodnim są doświadczenia życiowe głównej bohaterki – Suzany. Scenariusz skonstruowany jest tak, że najpierw opowiada ona o sobie jako młodej dziewczynie, wchodzącej w dorosłe życie, potem poznajemy ją jako kobietę dojrzałą i wreszcie na koniec wraca do wspomnień ze swego dzieciństwa.

Dla mnie „Listy” są ostrą krytyką współczesnego społeczeństwa. Tekst monodramu wali w nas „po całości”. W nas – matki, mężów, żony. Konia z rzędem temu, kto nie zobaczył dziś kawałka życia swojego (lub kogoś z bliskich).
Szczególnie poruszył mnie ostatni fragment sztuki, pokazujący powszechny obecnie – śmiem rzec – obraz relacji rodziców ze swoimi małymi dziećmi, sposób traktowania ich pragnień i potrzeb (nie tylko materialnych) i konsekwencje tych doświadczeń z dzieciństwa w okresie dorosłości.

Jeśli dodać do tego doskonałą grę aktorską Izabeli Noszczyk, która w sekundę na naszych oczach przeobraża się w różne postacie, wokół których uwikłana jest Suzana w ciągu swojego życia, to wiecie chyba, dlaczego aktorkę żegnały rzęsiste oklaski. Creme de la creme sztuki to sceny, w której Suzana odtwarza swoje rozmowy z matką. Choćby dla tych paru minut warto było być dzisiaj być w Żelaznym.

© 2016, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Może Ci się również spodoba

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

error: Zawartość tej strony jest chroniona prawem autorskim
%d bloggers like this: