„Ja i Mick Jagger…” – recenzja

Z nieukrywanym zainteresowaniem wybrałem się 24.11 na prapremierę sztuki Ja i Mick Jagger, czyli małpy uciekły z wrzaskiem wg scenariusza Anny Mentlewicz, którą wystawił krakowski Teatr Kontrabanda, korzystając z gościnnych progów Sceny Supernowa. Był to „debiut reżyserski” Grzegorza Kempińskiego, sprawującego dotychczas – należy dodać, że z sukcesem – funkcję dyrektora Artystycznego tego teatru. Określenia „debiut reżyserski” świadomie użyłem w cudzysłowie, jako że długa jest lista spektakli reżyserowanych przez Grzegorza Kempińskiego, niemniej w tym teatrze i w tej roli pokazał się po raz pierwszy.

Ja i Mick Jagger… to spowiedź życia Marianne Faithfull – urodzonej w 1946 roku córki austriackiej arystokratki. A to jej życie było niezwykle burzliwe – uzależnienie od narkotyków, odtruwanie, kilkakrotne małżeństwa, udane i nieudane płyty z własnymi nagraniami, trudny związek z Mickiem Jaggerem, solistą Rolling Stonesów. O tym wszystkim opowiadała w ponad godzinnym monodramie Magdalena Kostrubiec. Nie było to dla niej łatwe zadanie, albowiem z treści sztuki wynikało, że bohaterka jest już mocno dojrzałą kobietą, która opowiada o wydarzeniach z przeszłości. Odniosłem wrażenie, że momentami ta rola troszkę przerosła młodą aktorkę. Emocje, które przekazywała ze sceny były według mnie właściwe raczej właśnie dla kobiety w jej wieku, niż dla bohaterki, której postać grała. Oczekiwałem bardziej stonowanych reakcji, gry bardziej głosem i mimiką niż ciałem – ale to tylko zdanie teatralnego profana.

Sztuka miała doskonałą oprawę muzyczną, co jest zasługą pani Anny Ruttar.

Pomimo powyższych uwag spektakl uważam za bardzo udany, świadczą o tym również brawa i owacje po zakończeniu. Zachęcam wszystkich miłośników teatru do obejrzenia go przy nadarzającej się okazji.

Ja i Mick Jagger, czyli małpy uciekły z wrzaskiem

W roli Marianne Faithfull: Magdalena Kostrubiec

Scenariusz: Anna Mentlewicz

Reżyseria: Grzegorz Kempinsky

Muzyka: Anna Ruttar

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Maryla pisze:

    Ja tak nie uważam jakoby Marianne w tym scenariuszu miała być mocno dojrzałą kobietą. Wspomina czasy swojej młodości i swoich nieudanych przedsięwzięć…Gra bardzo emocjonalnie, bo tak to wszystko przeżywa, dlatego gra ciałem, ale wczuwając się w jej grę, widzę rzeczywiście Marianne Faithfull, która próbuje sobie ułożyć zmarnowane życie…Dla mnie te emocje i gra ciałem były potrzebne i uważam, że Magda podołała tej roli a jest rzeczywiście aktorką wszechstronną, bo jeszcze potrafi dobrze śpiewać, co kilkakrotnie podczas spektaklu udowodniła….Brawo!

    • admin pisze:

      Mario, jest zupełnie zrozumiałe i naturalne, że inaczej ten sam przekaz odbieramy. Ja opisałem mój, tzw. „męski” punkt widzenia, natomiast treść sztuki jest bardzo kobieca i z innych relacji wiem, że kobiety odbierały ją bardzo dobrze. Poza wszystkim, na odbiór każdego dzieła artystycznego, a w szczególności spektaklu teatralnego, rzutują indywidualne, osobiste doświadczenia i przeżycia. Z góry zaznaczyłem w mojej wypowiedzi, że nie jestem zawodowym krytykiem czy znawcą teatru, a tylko zwykłym „szeregowym” widzem i moje refleksje odzwierciedlają wyłącznie mój odbiór tej sztuki. Nikogo moją wypowiedzią nie chciałem broń Boże urazić ani tym bardziej negować wysiłku wszystkich twórców tego przedstawienia.

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Nie możesz kopiować zawartości tej strony. Jeśli chcesz wykorzystać jakąś treść, skontaktuj się z właścicielem domeny.
%d bloggers like this: