Czkawka

Dzisiaj (10.08.2016 r.) mieliśmy okazję zobaczyć kolejne przedstawienie w
ramach przeglądu teatralnego „Lato mostOFF”, organizowanego wspólnie przez Teatr Żelazny z Katowic i Centrum Kultury Śląskiej w Świętochłowicach. Tym razem była to sztuka młodego rosyjskiego dramaturga Władimira Zujewa „Czkawka”. Wystawił ją warszawski Teatr Druga Strefa”.
Zawodowy krytyk teatralny zacząłby zapewne rozwodzić się teraz nad paralelami, parabolami, hiperbolami i innymi figurami stylistycznymi oraz środkami wyrazu, które mieliśmy okazję zobaczyć. Ja jako zwykły, choć obeznany z teatrem widz, nie muszę.
Nie ukrywam, że wyszedłem z przedstawienia z lekką, tytułową czkawką i rozdwojeniem jaźni, podobnym do doznań jednego z bohaterów – choć jednak ja na trzeźwo. Mnie autor sztuki nie przekonał, choć do gry aktorów nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń. Szczególnie rola Sierioży, doktora nauk historycznych, była zagrana brawurowo.
Gdy próbowałem potraktować ją jako komedię czy satyrę to od razu nasunęło mi się porównanie do postaci hrabiny Tołbaczewskiej z Kabaretu Starszych Panów (niezapomniana Irena Kwiatkowska) i jej czkawki, przejawiającej się grą połkniętego przez nią magnetofonu. To były Himalaje finezyjnego dowcipu. Więc nie komedia!
To może mroczny dramat? Też nie, bo trudno powiedzieć aby akcja rozwijała się dramatycznie lub by zaistniał między bohaterami jakiś ostry konflikt.
Więc co? W tym momencie przypomniały mi się (znane na szczęście tylko z lektury) klimaty dzieci kwiatów z lat 60. ubiegłego wieku. Trawka, LSD, alkohol, żółta łódź podwodna i odloty kończące się różnie, na ogół nieciekawie. Czy więc dzisiejsze odloty samotnych, wyalienowanych ze społeczeństwa ludzi w rosyjskim (a może i naszym) społeczeństwie wyglądają właśnie tak, jak pokazał w „Czkawce” autor? Alkohol we wszelkiej postaci i dziwne wizje-doznania? Jeśli tak właśnie jest, to nie wygląda to ciekawie. Niewesoła perspektywa.
Właśnie dlatego cieszę się, że mogłem zobaczyć dzisiaj to przedstawienie – inne niż inne. Ze względu na myślowe dywagacje po spektaklu – warto było.

© 2016, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Może Ci się również spodoba

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

error: Zawartość tej strony jest chroniona prawem autorskim
%d bloggers like this: