Aparat, który dała mi matka

Wisienką na torcie kolejnego spotkania Klubu Twórców Górnośląskich Karasol w dniu 19.01.2017 r., była polska premiera monodramu pt. „Aparat, który dała mi matka” w wykonaniu Anny Maksym.

Jest to adaptacja sceniczna książki Susanny Kaysen pod tym samym tytułem.

Treść sztuki tylko z pozoru wydaje się „kontrowersyjna” i cudzysłów jest tu zamierzony. Albowiem tematem wiodącym jest historia kobiety, cierpiącej na specyficzne dolegliwości związane z pożyciem ze swoim partnerem, opowiedziana przez nią samą. Ale jak opowiedzianą! To już trzecia rola Anny Maksym, którą dane mi było oglądać i bez żadnej przesady – najlepsza z tych trzech.

Nie odkryję żadnej nowości pisząc, że monodram jest takim szczególnym rodzajem przedstawienia, które wyciąga natychmiast „na wierzch” zarówno wszelkie braki ale też i cały kunszt wykonawcy. Anna Maksym była tutaj w dość trudnej sytuacji. Układ scenograficzny był taki, że siedziała praktycznie twarzą w twarz z widzami. I mówiła im prosto w twarz trudne słowa – o przemocy i niezrozumieniu w związku z mężczyzną, o przedmiotowym traktowaniu kobiety pacjentki przez lekarzy ginekologów, o lekceważeniu przez partnera problemów zdrowotnych swojej kobiety, o jej osobistych dylematach. Słowem, o tych wszystkich problemach, które wiele kobiet jeszcze nawet w dzisiejszych czasach (!) przeżywa w „cichości ducha” i w samotności.

Mnie szczególnie uderzył ten wątek „lekarski”. Książka Susanny Kaysen wydana została po raz pierwszy w roku 2001 ale opisany w niej sposób traktowania chorej pacjentki jak bezdusznego przedmiotu jest spotykany i teraz jeszcze u nas. Nawiasem mówiąc potwierdziła to rozmowa aktorki z widzami po spektaklu.

Dla mnie osobiście największym przeżyciem była gra aktorki. Źle mówię – Anna Maksym nie grała, ona była tą nieszczęśliwą, chorą kobietą, która, w akcie rozpaczy chyba, opowiada historię swojej choroby – sobie, koleżance, spowiednikowi? Nie wiemy komu, nie jest to ważne. Ta jej spowiedź z kilku lat życia to były słowa i zdania wyrywane z głębi serca, wykrzyczane z bólem a momentami z rezygnacją. A końcowe refleksje bohaterki spektaklu zmusiły chyba do myślenia wszystkich – i kobiety i mężczyzn, choć pewnie nie z tych samych powodów. O tym jak ważny temat poruszany jest w tym monodramie świadczyła dyskusja jaka miała miejsce po spektaklu a także zasłużone brawa dla aktorki i reżysera.

Autorem adaptacji scenicznej (niełatwej!) i reżyserem przedstawienia był Dariusz Jezierski. On również jest autorem śmiałego projektu. Tę samą sztukę w ciągu kilku miesięcy wystawia w trzech różnych krajach, w trzech wersjach językowych – w Mińsku na Białorusi, w Moskwie i w Polsce.

Gorąco polecam to przedstawienie wszystkim dorosłym widzom.

Na zdjęciu: Anna Maksym i Dariusz Jezierski w trakcie rozmowy z widzami po przedstawieniu

© 2017, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Może Ci się również spodoba

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error: Zawartość tej strony jest chroniona prawem autorskim.
%d bloggers like this: