Mroczny romans

Mroczny romans – opowiadanie

Iza, zdolna copywriterka, ceniona w swojej firmie za profesjonalizm i terminowość, w ostatniej chwili zdecydowała się na ten wyjazd. Nie lubiła takich masowych imprez, których scenariusz był zawsze ten sam. Na początku będzie godzina jakiegoś ble-ble, wygłoszonego przez wystrojonego w garnitur palanta – specjalistę od spraw niepotrzebnych, zamówionego przez organizatora tego „wyjazdowego szkolenia dla specjalistów branżowych”. Potem to już tylko mniej czy bardziej intensywne picie, przeplatane pieczeniem barana, flirtami i sprośnymi dowcipami, opowiadanymi przez rozochoconych samców.

Były jednak dwa powody, dla których zgłosiła swój akces. Pierwszy to miejsce – urocza leśniczówka-pensjonat w przeuroczych Borach Tucholskich, a drugi to udział w imprezie jej szefa, Adama. Gdy zastanawiała się na zimno, który z tych powodów jest ważniejszy, nie mogła się zdecydować. Bory Tucholskie uwielbiała, była tam wielokrotnie. Wystarczył dzień czy dwa oddychania atmosferą tego lasu i czuła, że baterie soma i psyche ma naładowane na full. Powód drugi to Adam. Szef podobał się jej od dawna. Parokrotnie próbowała mu (oczywiście nie wprost) dać do zrozumienia, ze ma ochotę na głębszy romans, on jednak zapatrzony był w tę swoją Krysię, o której mógł opowiadać bez końca. Iza nie mogła zrozumieć, jak facet może zachwycać się publicznie swoją dziewczyną, a równocześnie nie myśleć o małżeństwie. Wydawało się jej to dziwne i nienaturalne. Po tym jak miesiąc temu wykopała za drzwi Jarka, który nie dość, że okazał się bałaganiarzem i nieodpowiedzialnym facetem, to na dodatek jeszcze marnym kochankiem, postanowiła sprawdzić, czy Adam jest na tyle zakochany w tej Krysi, żeby nie dało się go uwieść. Spakowała się więc i w sobotę rano, razem z całą ekipą załadowała się do autokaru i pojechała w las na łowy.

Pobyt zaczął się od rozlokowania w pensjonacie. Iza tak się ustawiła w kolejce, że przypadł jej samodzielny pokój. – Pierwsza część planu wykonana – szepnął jej do ucha chochlik, siedzący na jej prawym ramieniu. Oficjalną część imprezy rozpoczęła ponadgodzinna prezentacja na temat różnych technik manipulacji odbiorcami reklam zależnie od grupy docelowej i preferowanego wieku. Iza zajmowała się tym na co dzień, więc nie nudziła się tylko dlatego, że skupiła się na obserwowaniu Adama. Siedział przed nią z jej lewej strony, widziała jego profil. Był skupiony bardziej na klikaniu w klawiaturę smartfona niż na słuchaniu prelegenta.

– Pewnie pisze do tej swojej Krysi – pomyślała – zobaczymy wieczorem.

Adam rzeczywiście odpisywał na smsy swojej dziewczyny, która „żyć bez niego nie mogła”. Trochę go to denerwowało, bo nie potrafiła zrozumieć, że on nie może poświęcać jej 24 godzin na dobę, praca zawodowa wymaga jego stałej uwagi, nawet na takim wyjeździe. Za chwilę miał wygłosić krótki spicz do ludzi, a tu Krysia marudzi, dlaczego jej ze sobą nie zabrał. – Cholery można czasem dostać z tymi babami – mruknął pod nosem.

Po krótkiej mowie Adama o niczym, całe towarzystwo udało się do jadalni na obiad, potem mieli czas wolny do wieczornej imprezy. Iza wybrała się na samotny spacer do lasu. Po kilku minutach szybkiego marszu dotarła do trudno dostępnej polany. W jej centralnym miejscu było małe jezioro z przezroczystą wręcz wodą, otoczone miękką, ukwieconą i pachnącą łąką. Plan w głowie Izy skrystalizował się do ostatniego szczegółu, a chochlik na ramieniu chichotał i zacierał łapki. Wracając do leśniczówki starała się zapamiętać geografię otoczenia, żeby drugim razem nie błądzić.

Centralnym punktem sobotniego wieczoru było ognisko, pieczenie barana, hektolitry piwa i mocniejszych trunków. Bardzo szybko co poniektórym panom i paniom zaczęły puszczać hamulce. Iza, która od początku tylko symulowała picie, uważnie obserwowała Adama. Po skonsumowaniu pieczystego, gdy większość towarzystwa zaczęła wewnątrz budynku zajęcia w podgrupach, Adam dyskretnie wyszedł na zewnątrz. Nie bawiła go ani atmosfera, ani chlanie na umór, ani prymitywne dowcipy coraz bardziej pijanych kolegów. Postanowił pobyć sam w otoczeniu przyrody. Gdy dojrzał to chochlik Izy, natychmiast wrzasnął jej prosto do ucha: – IDZIEMY!!

Zebrała się szybko. Udając pijaną, na chwiejnych nogach wyszła na zewnątrz i skierowała się w stronę Adama, opartego o drewniany stół i wpatrzonego w niebo. Dochodząc bliżej zachwiała się, potknęła i poleciała prosto na niego.

– O matko, przepraszam, nie widziałam, że tu jesteś – powiedziała lekko plącząc słowa. – Ale dobrze, że cię spotkałam. Czy mógłbyś mi potowarzyszyć? Muszę się przejść, żeby wydychać tę pijacką atmosferę. Chyba wypiłam o dwa kieliszki za dużo i trochę mi się kręci w głowie. W lesie jest cicho, to mi szybko przejdzie, ale boję się iść sama. Mogę na ciebie liczyć?

– Jasne, chętnie, czemu nie?! – Adam był po kolejnej w dniu dzisiejszym wymianie smsów ze swoją dziewczyną. Zaczynał pomału żałować, że tu przyjechał, gdyby został w domu, miałby przynajmniej spokój. Uznał, że jemu spacer też chyba dobrze zrobi, tym chętniej więc zgodził się na propozycję koleżanki. Ruszyli w las. Iza udając przerażenie pohukiwaniem sowy złapała mężczyznę za ramię. Nie cofnął swojej ręki. Szli przed siebie, ale jakoś tak zupełnie przypadkiem ścieżką w kierunku polany z jeziorkiem.

– Hi, hi, udało ci się – szepnął chochlik do ucha Izy.

– Zamknij się, bo wszystko popsujesz – odpowiedziała w myślach.

Nie spiesząc się prowadziła Adama w znajome miejsce. Polana w świetle chudego sierpa księżyca wyglądała bajkowo. Granatowe drzewa, srebrna tafla wody, w której odbijał się księżyc i łąka, z osiadającymi już pierwszymi kroplami sierpniowej rosy.

– Boże jak tu pięknie – szepnęła – dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś. Czuję się jak w bajce. – Mówiąc to pocałowała go szybko w policzek.

Dopiero teraz dotarł do niego zapach tej kobiety, mieszanina markowych perfum, potu i tego specyficznego czegoś, co spowodowało, że zaczął się jej uważniej przyglądać. Ubrana była w obcisłe spodnie, uwydatniające jej zgrabną pupę i długie szczupłe nogi, tshirt uwypuklał jej kształtne niezbyt duże piersi. Gdy przeciągając się seksownie uniosła ręce, w słabym świetle księżyca zauważył wyłaniający się spod bluzki jej płaski opalony brzuch bez grama tłuszczu. – Szkoda, że to nie moja Krysia – pomyślał.

Iza postanowiła pójść za ciosem i pociągnęła go nad brzeg leśnego jeziorka.

– Zobacz, jak tu jest cudownie, – krzyknęła, a echo jej głosu odbiło się od ściany drzew otaczających polanę – nie miałbyś ochoty się wykąpać? Bo ja tak. Przynajmniej szybciej wytrzeźwieję – zaśmiała się. Adam miał poważny dylemat. Ta kobieta pociągała go coraz bardziej. Dyskretnie rozejrzał się dookoła. Byli sami, po drodze nie słyszał też, by ktokolwiek za nimi poszedł.

– Chętnie Iza, ale musiałbym się wrócić po kąpielówki, poczekasz sama?

– Zwariowałeś? Chyba bym umarła ze strachu, zresztą ja też nie mam stroju na sobie. Ja się kąpię, chyba widziałeś kiedyś nagą kobietę? Zresztą jak się wstydzisz, to możesz się odwrócić, choć czułabym się lepiej, gdybyś mi towarzyszył. – Iza zaczęła się szybko rozbierać.

To już była zbyt daleko idąca podpucha. Adam szybko zrzucił ubranie, a widząc, że Iza pozbyła się również fig, zdjął bokserki i trzymając kobietę za rękę wprowadził ją ostrożnie do wody. Iza pozwoliła się prowadzić, choć wiedziała, że dno jest bezpieczne, bo zdążyła to sprawdzić w trakcie popołudniowego rekonesansu. Nie mogła też nie zauważyć widocznych przejawów podniecenia u mężczyzny. Sama z trudem opanowywała swoje napięcie. Weszli do wody po pas tak, że ich torsy odbijały się od srebrnego tła wody. Adam mógł teraz bezkarnie podziwiać piękne piersi Izy z dumnie patrzącymi na niego sutkami. Zrobili jeszcze parę kroków, Iza potknęła się na jakimś kamieniu i oczywiście wpadła w jego ramiona.

– Po raz kolejny jesteś dziś moim oparciem – szepnęła mu do ucha. – Dziękuję, z tobą czuję się tu cudownie bezpiecznie.

Adam poczuł na twarzy jej oddech, w tors wbijały mu się jej piersi, na plecach czuł ucisk jej silnych dłoni. Jego przyjaciel nie mógł zareagować inaczej. Iza natychmiast poczuła charakterystyczny ucisk na swoim łonie. Sięgnęła ręką w dół, delikatnie ujęła penisa Adama a ustami wpiła się w jego wargi w drapieżnym pocałunku. Poczuł w ustach jej zwinny język.

Nie był w stanie się opanować objął kobietę, gładził po plecach, zjeżdżając powoli rękami coraz niżej. Łapczywie całował chętne usta, już po chwili ich języki walczyły o pierwszeństwo. Gdy dłońmi objął jej twarde, jędrne pośladki, jego podniecenie osiągnęło szczyt.

– Iza, my nie możemy, nie wypada, jestem twoim szefem – wydukał z trudem.

– Zamknij się już – wysyczała – i chodź szybko.

Pociągnęła go za rękę i wybiegli na polanę. Popchnęła go na trawę i gdy się położył szybko usiadła na jego brzuchu zsuwając się powoli w dół i całując jego czoło, twarz i oczy. W końcu dosiadła go. Zatopili się w sobie. Napięcie narastało coraz szybciej, w końcu poczuli je w całym ciele jak wybuch wulkanu. Iza wygięta w łuk krzyczała, jej ciało drżało, Adam po raz pierwszy w życiu stracił na chwilę kontakt z rzeczywistością. Gdy otworzył oczy zobaczył twarz kochanki schyloną nad nim. Leżała na jego piersiach zdyszana, zmęczona i promiennie uśmiechnięta.

– Dziękuję, byłeś cudowny, naprawdę! Cudowny!!

– Ty też, to było coś wspaniałego, dziękuję.

– Adam, my chyba nie musimy uczestniczyć dalej w tym pijaństwie, co? Chodź, wrócimy do leśniczówki i zaszyjemy się u mnie w pokoju, mieszkam sama na końcu korytarza, nikt nam nie będzie przeszkadzał, zresztą oni już chyba niewiele widzą na oczy. Tu jest coraz chłodniej, a ja mam nadzieję, że nie powiedziałeś jeszcze ostatniego słowa.

– Ok., tylko, Iza, nikt nie może się dowiedzieć o tym, co zaszło między nami – Adam upchnął szybko resztkę swoich skrupułów w najdalszy kąt świadomości.

– Spoko, szefie, zostaje między nami.

Szybko się ubrali i wrócili do reszty towarzystwa, wchodząc pojedynczo na salę. Zastali tam niedobitki grupy. Część drzemała przy stole, parę osób udawało jakiś taniec, reszta gdzieś poznikała. Iza poskarżyła się jednej z koleżanek, że krótki spacer wcale jej nie pomógł, boli ją koszmarnie głowa, czuje się źle, idzie spać, wyłącza telefon i mają jej nie przeszkadzać, bo jak ją ktoś obudzi przed 10. rano to go zabije. Obróciła się na pięcie i chwiejnym krokiem ze zbolałą miną poszła do swojego pokoju. Adam, który wszedł na salę chwilę po niej, rozejrzał się po kolegach, z obrzydzeniem odstawił podany mu przez kogoś kieliszek wódki, pociągnął solidny łyk wody mineralnej i stwierdził, że on ma dość na dzisiaj – coś mu chyba zaszkodziło i idzie spać. Poszedł szybko do swojego pokoju, żeby się trochę ogarnąć. Jako szefowi przypadła mu jedynka, nie było więc obawy, że ktoś się zainteresuje jego planami na resztę nocy. Błyskawicznie się odświeżył, przebrał i dyskretnie wyjrzał za drzwi. Nie było nikogo, szybko więc przeszedł na koniec korytarza, delikatnie zastukał do pokoju Izy, nacisnął klamkę i wszedł do środka.

– Zamknij drzwi na klucz i chodź tu szybko – usłyszał głos, biegnący z głębi pokoju.

Poszedł za tym głosem. Iza ubrana w króciutką koronkową koszulkę nocną i równie króciutkie koronkowe figi, wszystko w kolorze burgunda, leżała na obszernym łóżku. W pokoju paliła się tylko mała lampka nocna. Ręka kobiety znacząco wskazywała miejsce koło siebie. Adam bez namysłu w parę sekund wyskoczył z ubrania i wśliznął się obok swojej kochanki, całując delikatnie acz namiętnie każdy fragment jej ciała, od palców u nóg, poprzez łydki, brzuch, piersi aż po szyję. Teraz mógł w świetle podziwiać idealną figurę kobiety. Był nią zachwycony, była tak inna od jego dziewczyny, tak piękna, tak doskonała, że nie mógł od niej oderwać oczu. Tej nocy nie udało się im zasnąć. Iza wykorzystała wszystkie swoje umiejętności aby całkowicie zawrócić Adamowi w głowie i to się jej udało. Gdy wczesnym rankiem wychodził z jej pokoju jeszcze raz przytuliła się do niego zmysłowo i po raz kolejny wyszeptała mu do ucha: – Byłeś naprawdę cudowny.

– Ty też, kochanie. Tej nocy nie zapomnę – odpowiedział. – Musimy ją powtórzyć i to szybko!

– Zobaczymy, szefie. Teraz zmykaj, żeby nikt cię nie zauważył.

Adam spał do samego obiadu. Obudziło go dopiero łomotanie do drzwi kumpli, którzy nie mogli się do niego dodzwonić, bo miał wyłączony telefon. Szybko się pozbierał i zszedł do jadalni. Wyglądał fatalnie, ziewał, miał podkrążone oczy, a na zdziwione miny kolegów reagował wymówką, że coś mu zaszkodziło, a poza tym za dużo wypił i źle się czuje. Iza wyglądała znacznie lepiej, wprost promieniała. Zdziwionym koleżankom tłumaczyła, że długi sen wyleczył ją z kaca i bólu głowy, na dowód tego z apetytem zjadła cały solidny obiad. Gdy popołudniu pakowali się już do wyjazdu Adam zaczepił ją na chwilę na korytarzu.

– Iza, to było coś cudownego, coś co nas niewątpliwie połączyło, nie tylko w sensie fizycznym. Czuję, że nasza znajomość może się rozwinąć w coś pięknego, trwałego. Powiem wprost – wiem, że nie jesteś mi obojętna i chcę abyśmy byli razem – wypalił szybko i na jednym oddechu.

Kobieta zaśmiała mu się prosto w oczy. – Zwariowałeś? Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? Ja z tobą mam tworzyć parę? Nigdy w życiu!

– Ale Izuniu,… – bąknął, speszony jej tyradą.

– Nie Izuniu, dobrze!? Śmieszny jesteś, wydaje ci się, że jak się ze mną przespałeś, to już jestem twoja? Zapomnij! Było, minęło i nie próbuj mnie więcej nagabywać. – Odwróciła się i szybko odeszła, a on długą chwilę stał jak zbaraniały, powtarzając w myślach jej ostatnie słowa.

W drodze do domu siedzieli na dwóch różnych końcach autokaru. Adam wyglądał jak zmięta ścierka. W ciągu jednej doby dwukrotnie zawalił mu się poukładany dotąd świat. Zdradził swoją dziewczynę z kobietą, która przewyższała Krysię pod każdym względem. Rano po powrocie do swojego pokoju zdążył już sobie ułożyć w głowie mowę pożegnalną na okoliczność zerwania znajomości z kobietą, z którą mieszkał od roku, oczyma duszy widział już wspólne mieszkanie z piękną Izą, a tu nagle wszystkie jego wyobrażenia wzięły w łeb. Był załamany.

Zaraz następnego dnia Adam złożył wypowiedzenie. Tłumacząc się sytuacją rodzinną odmówił dalszych wyjaśnień, nie przyjął też proponowanej podwyżki i z końcem miesiąca odszedł z firmy.

Gdy informacja o odejściu Adama z pracy dotarła do Izy, ta wzruszyła ramionami, za to chochlik, siedzący tym razem w kieszeni jej koszuli zaśmiał się: – Przecież mówiłem ci, że dasz radę zaciągnąć go do łóżka.

Miesiąc później dowiedziała się od kolegi Adama, że wyprowadził się on na drugi koniec Polski i zerwał ze swoją dotychczasową dziewczyną. Zaś dwa dni po tej rozmowie, gdy zaniepokojona spóźniającym się okresem udała się do ginekologa, ten po badaniu uśmiechnął się i oznajmił: – Gratuluję, jest pani w siódmym tygodniu ciąży. Zapraszam na wizytę kontrolną za dwa tygodnie.

A Amor, siedzący na najwyższym świerku przy leśnej polanie w środku Borów Tucholskich zaniósł się tak głośnym śmiechem, że wystraszył wszystkie ptaki w okolicy.

***

Opowiadanie pt. Mroczny romans napisałem na temat wylosowany w ramach zabawy kreatywnej pt. Gra w ciemno level up zorganizowanej w Grupie Warsztatowej dla Pisarzy na Facebooku.

© 2018, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

3 komentarze

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.