Dzień na planecie Tres

W ramach akcji #zostanwdomu #stayathome spróbowałem po raz pierwszy w życiu odważyć się na napisanie opowiadania w klimacie sci-fi. Nie wiem, na ile mi się udało, ale zapraszam do lektury.

 

Dzień na planecie Tres

Gdy po długo trwającej teleportacji Yoona wylądowała w końcu na nieznanej planecie, zlokalizowanej znacznie bliżej jedynej w galaktyce świecącej gwiazdy, była nieco zmęczona. Gdy tylko zrobiło się jaśniej, szybko rozłożyła anteny wyłapujące energię słoneczną i zaczęła ładować swoje osobiste akumulatory. Po dwóch horach była jak nowa. Rozejrzała się wokół siebie. Nie musiała wykonywać żadnego ruchu, by dostrzec wszystko prawie po horyzont i to niezależnie od pory doby. Jej oczy miały kąt widzenia 360 stopni, rozdzielczość i ostrość widzenia najwyższą z dostępnych w laboratorium bazy głównej, zlokalizowanej na obrzeżach stolicy ich planety. Widziała równie dobrze w dzień jak i w nocy. Naukowcy długo i intensywnie pracowali nad wszelkimi udogodnieniami i zabezpieczeniami zanim zdecydowali się wysłać ją w misji załogowej na planetę zwaną Tres, położoną pięciokrotnie bliżej Słońca niż jej rodzinna Yo.

Yoona wylądowała na Tres – o ile to można nazwać lądowaniem, bo właściwie to stała się, pod koniec nocy. Tak było lepiej. Nie było na razie wiadomo, jaką formę materialną powinna przyjąć, czy od razu widzialną, czy nie. Jako miejsce jej pojawienia się na Tres wybrano płaski teren, porośnięty jakąś dziwną roślinnością, nieznaną na Yo. Gdy spojrzała w nocne niebo, zdziwiło ją, że nad Tres świeci tylko jeden księżyc. Hmm, pomyślała, na naszym Yo możemy sobie wybierać, na który księżyc w danym momencie chcemy patrzeć. Istotom rozumnym żyjącym na Tres – o ile takie są – musi być nudno, gdy patrzą zawsze na ten sam obiekt.

Zamyśliła się nad tym, co dalej robić. Zdążyła już złożyć meldunek do centrali, że lądowanie przebiegło bez problemów, na ale nie mogła liczyć na to, że dalej będą ją prowadzić za rączkę. Musiała już polegać na sobie. Yoona chciała swoją misję wykonać jak najlepiej. Była dumna, że to właśnie ją wybrano spośród tylu kandydatów. Dostąpiła też zaszczytu zmiany imienia. Wszyscy badacze galaktyki zakwalifikowani do podróży na inne planety wyróżniani byli zmianą imienia na nowe, zaczynające się na literę Y, pierwszą literę nazwy ich macierzystej planety. Lecz jedynie najlepsi mogli otrzymać imię, zaczynające się na „Yo”. To był zaszczyt, który spotkał zaledwie kilku znanych jej naukowców. Z jednym z nich o imieniu Yoar była związana od kilku lat. Swoją drogą, zastanowiła się, jak tutaj na Tres biegnie czas? Czy ich rok to to samo co nasz? Bo siła ciążenia na pewno jest dużo, dużo mniejsza, zresztą Yoar uprzedzał mnie o tym. Popatrzyła na swój chronometr. Od wylądowania na Tres minęło już dziesięć hor według czasu Yo, a tu ledwo pokazało się słońce. Za to jakie ogromne.

Yoona uświadomiła sobie, że musi przestać myśleć kategoriami macierzystej planety i przestawić się na nową rzeczywistość. Połączyła się telepatycznie z Yoarem.

Tak, Yoono? – odezwał się natychmiast po wywołaniu.

Yoar, załaduj mi jeszcze raz pamięć najważniejszymi informacjami na temat Tres. W czasie teleportacji chyba coś się uszkodziło, bo nie mogę się zorientować tutaj w upływie czasu.

Yoona, uwielbiam twoje roztargnienie. Uruchom w swojej pamięci program Tres-hor. Twój chronometr będzie pokazywał czas tej planety. Pamiętaj, że czas od początku dnia do końca nocy trwa tam znacznie dłużej niż u nas. Trudno ci się będzie przestawić. I nie zapomnij uruchomić translatora międzyplanetarnego. Nasi naukowcy twierdzą, ze na Tres powinny jeszcze być jakieś wyżej rozwinięte formy życia. Jeśli tak, to musisz mieć gotowe narzędzie do porozumiewania się.

Jak się czujesz? – zapytał po chwili. Dasz radę?

Jasssne – odparła. – Muszę kończyć, bo coś się zaczyna dziać. Dzięki!

Uważaj na siebie. – Tyle jeszcze zdążyła usłyszeć, zanim połączenie zostało przerwane.

Z tyłu zza dużej kępy jakichś wysokich roślin zbliżały się w jej stronę dwie istoty. Wyglądały dość śmiesznie: dwa odnóża, na których się poruszały po ziemi i dwa, którymi machały w powietrzu. Przecież to straszliwie niewygodny i nieekonomiczny sposób przemieszczania się, pomyślała Yoona. Czy oni są aż tak prymitywni, ze nie potrafią pokonać siły grawitacji, która tu jest taka mała?

Zauważyła, ze każda z tych istot jest inna. Inny strój, inna budowa ciała, słyszała też ich głosy, mocno różniące się od siebie barwą. O czym oni mówią, bo chyba mówią? Szybko uruchomiła swój translator, dalej nie przybierając widzialnej postaci. Po chwili zaczęła rozróżniać poszczególne słowa.

Yoar miał rację – mruknęła – że polecił mi ten najnowszy, nie do końca przetestowany model translatora. Świetnie działa, muszę pochwalić moich kolegów, po powrocie do domu. Wsłuchała się w głosy przybyszów.

Jolka – odezwał się ten wyższy, mówiący niskim głosem. – Nie bądź taka. Skoro już dałaś się namówić na wycieczkę na to pustkowie… Popatrz, tu naprawdę nikogo nie ma, no to nie bądź taka święta.

Boluś, ale to naprawdę nie wypada. – Głos tej drugiej postaci wydał się Yoonie dziwny – taki wysoki i drżący. Słychać w nim było ni to strach, ni to wahanie.

Nie wypada, no i co inni ludzie powiedzą na to, że my tak ze sobą bez ślubu? – dodała po chwili.

Aaa, to oni to są chyba ludzie?, przemknęło Yoonie przez umysł. Zaraz, zaraz, coś tu gdzieś było na ich temat. Błyskawicznie przeszukała pamięć pomocniczą. Jest! „Ludzie: zaawansowana forma życia na planecie Tres. Występują w dwóch formach, męskiej i żeńskiej. W ocenie naukowców z Yo, istoty te są mało przydatne w Kosmosie, na niskim poziomie technologicznym, nieudolnie zorganizowane w grupy społeczne, posługujące się tysiącami różnych języków i na dodatek zwalczające się nawzajem. Zabawne jest to, że jeśli mowa o jednym egzemplarzu, to nazywamy go człowiek, a dwa egzemplarze to już ludzie”. No nic, mruknęła, zobaczymy po co ci ludzie tu przyszli.

Ale, Jola – odezwał się ten pierwszy człowiek – przecież nic się nie stanie, jak się teraz będziemy kochać. Nikt się nie dowie, a przecież wiesz, że cię kocham i się z tobą ożenię.

O czym on mówi? – Yoona postanowiła włączyć na stałe skaner pamięci pomocniczej i suflera, i na bieżąco rejestrować informacje.

Tak, Boluś, ty to tylko o pieprzeniu myślisz, a potem mnie na pewno zostawisz!

Joluś, ale skąd, no chodź tu do mnie!

Yoona z rozbawieniem obserwowała jak tych dwoje ludzi droczy się ze sobą. Nie minęło wiele czasu, gdy ten wyższy zaczął z zapałem zdejmować z tej drugiej całe ubranie okrywające jej ciało i łapczywie wodził ustami po każdym odkrywanym fragmencie.

Yoona usłyszała w umyśle głos lektora: „Człowiek o drobniejszej budowie z wyraźnie widocznymi po przedniej stronie ciała powyżej pasa narządami, zwanymi piersiami, to kobieta. Rodzaj żeński. Niezbędna przy rozmnażaniu gatunku. Połączenie się jej z osobnikiem płci męskiej skutkuje zapłodnieniem, którego efektem są narodziny kolejnego osobnika. Niestety ludzie nie potrafią sterować płcią swoich potomków”.

Z rozbawieniem obserwowała dalszy przebieg wydarzeń. Osobnik nazywany kobietą drżał z emocji, ten drugi zrzucił szybko swoje odzienie i Yoona ujrzała, że jest zupełnie inaczej zbudowany niż ta kobieta. Nie chcąc nic uronić z materiałów, które powinna przesłać do bazy w kolejnej transmisji, włączyła stereoskopową rejestrację obrazu i dźwięku. Odgłosów, które zaczęli po chwili z siebie wydawać ci ludzie, translator niestety nie rozpoznawał. Dobrze, że to nagrywam, pomyślała Yoona. Nasi muszą jeszcze nad tym translatorem popracować. Widok tej pary szybko ją znudził. Wykonywali takie same ruchy, wydawali podobne dźwięki i nic się właściwie nie działo. Jeśli tak wygląda u tych istot staranie o nowe potomstwo, to się nie dziwię, że są na tak niskim poziomie rozwoju, mruknęła. Nie to co u nas.

Przypomniała sobie swoje pierwsze zbliżenie z Yoarem. To było coś wspaniałego. Każde z nich przyjęło na tę okoliczność postać fizyczną najbardziej ulubioną dla drugiej strony. Yoar stał się gorejącą kulą, ona chmurą świetlistego pyłu. Każda komórka jej osobowości łączyła się z odpowiednią komórką jego. Uderzyła wtedy w nią taka fala energii, że na samo wspomnienie w niekontrolowany sposób rozbłysła jasnożółtym światłem. Ze wspomnień wyrwał ją okrzyk tej kobiety:

Boluś, o Boże, widziałeś? To chyba meteoryt spadł, albo kometa jakaś.

Cicho bądź – warknął – bo cię jeszcze ktoś usłyszy i twój ojciec mi potem łeb urwie.

Yoona szybko opanowała się i wygasiła emocje. Gdy para ludzi ubrała się i ruszyła w drogę powrotną, ona skompresowała nagrany materiał i wysłała do bazy. W transmisji telepatycznej dodała złośliwy komentarz na temat obserwowanej przed chwilą sceny. Opanowała się dopiero gdy dyżurny operator przypomniał jej, że ma tylko obserwować i rejestrować przejawy życia na Tres pod kątem możliwości zasiedlenia jej przez kolonizatorów z Yo i jego księżyca Eero, na którym mieściło się potężne centrum naukowe. Pod żadnym pozorem nie wolno jej też ingerować w widoczny sposób w przebieg wydarzeń na Yo.

Yoona nie byłaby jednak sobą, gdyby nie spróbowała nieco nagiąć narzucone jej ograniczenia. W milczeniu podążała, a w istocie płynęła za parą ludzi, którzy wracali zapewne do swoich siedzib. Gdy wyszli na coś, co jej sufler nazwał drogą, Yoona dostrzegła w oddali jakieś budowle. W niewielkiej odległości przed pierwszym budynkiem stała tablica z jakimś napisem. „Pieprzniki – mała siedziba ludzka na planecie Tres. Liczba mieszkańców 125, w tym 34 dorosłych osobników” – podpowiedział jej głos suflera pamięci wewnętrznej.

Obserwacja obserwacją, mruknęła do siebie Yoona, ale najlepiej byłoby doświadczyć samemu, co to jest być tym ludziem. „Człowiekiem” – odezwał się sufler. – Och, zamknij się – warknęła. Wiadomo o co chodzi. Zastanawiała się, czy przyjąć postać kobiety, czy mężczyzny, no i czy wszyscy ludzie wyglądają tak samo.

Wchodzili do osady drogą, po obu stronach której stały przeróżnej konstrukcji budynki. To tu chyba mieszkają ci ludzie, pomyślała. Musi im być strasznie niewygodnie w takiej ograniczonej przestrzeni.

Wtem zza kolejnego budynku wyskoczyło dwóch osobników. Jeden z wyglądu starszy, drugi w wieku tych dwojga. Rozległ się wrzask:

Antek, mamy tego łajdusa, który naszom Jole bałamuci i psuje. Bierz sie za niego!

Tak jest, ojciec – krzyknął ten drugi. – Damy mu łomot!

I obaj skoczyli do mężczyzny nazwanego Boluś. Ten zmartwiał. Po chwili spadł na niego pierwszy cios. Jola zaczęła wrzeszczeć: – Tatku, nie bijcie go, nie bijcie! Ludzie, ratunku!

W umyśle Yoony zawył alarm: „Zagrożenie życia obserwowanych istot”. Zadziałała instynktownie. Nienawidziła wszelkich form przemocy, zachowania od wieków nieznanego na Yo, ale zaobserwowanego podczas innych wypraw międzyplanetarnych. Bez namysłu uderzyła w każdego z napastników niewielką wiązką energii. Zobaczyli krótki błysk i w ułamku sekundy obaj leżeli na poboczu. Para młodych ludzi oddaliła się w popłochu, a napastnicy długo nie mogli do siebie dojść. W końcu ten młodszy z nich odezwał się z widocznym w oczach strachem:

Tatku, cooo, coooo tooo było? Matkobosko, mówiłem, żeby tyle tej siwuchy nie pić!

Cichaj, Antek, nie wim, co to było, pewnikiem piorun w nas strzelił, albo co? Trza bedzie proboszcza zapytać. A temu Bolkowi to powiedz, że ma przyjść i po bożemu o rękę Joli poprosić. Zgodę dam, bo znak z nieba dostałem!

Raport nr 2

Mieszkańcy Tres są niezrównoważeni, działają impulsywnie i są agresywni wobec siebie. Nie znają podstawowych form przekazywania energii, nie rozumieją praw Kosmosu no i uprawiają jakieś dziwne wierzenia. Koniec raportu.

Raport przyjęty. Uważaj na siebie. Koniec transmisji.

Yoona postanowiła wcielić się w postać podobną do człowieka. Rozejrzała się wokół i na początek zdecydowała się na mężczyznę, chciała dowiedzieć się, co powoduje w nich taką agresję, której świadkiem była. Z wcześniejszych obserwacji wiedziała, jaka jest budowa zewnętrzna ciała mężczyzny. Nie zadawała sobie oczywiście trudu odwzorowywania narządów wewnętrznych, było to zbyteczne. Mieszkańcy Yo karmili się bezodpadowo energią słoneczną, pojemność akumulatorów zasilających wystarczała na 7 ziemskich dni, pełne ładowanie trwało zaledwie dwie ziemskie godziny,a te wszystkie dziwne organy człowieka były zbędne. Te szczegóły też zdążyła już wcześniej sprawdzić. Schowała się za jakiś opuszczony budynek i po chwili wyszła zza niego na drogę jako mężczyzna w średnim wieku, ubrany w dość znoszone ubrania. Dostroiła swój głos do barwy podobnej do głosu napotkanych wcześniej mężczyzn i ruszyła przed siebie. Zauważyła, że kilku podobnie ubranych osobników zdąża w tym samym kierunku, do jakiegoś większego budynku. Poszła za nimi. Po chwili znalazła się w dosyć zatłoczonej i gwarnej sali. Przebywający tam mężczyźni sprawiali dziwne wrażenie. Zdawało się jej, że są pod wpływem jakichś używek. Szybko wykonana analiza spektrometryczna pokazała, że owa używka to związek chemiczny węgla, tlenu i wodoru, oddziałujący szkodliwie na układ nerwowy istot żywych. Oni się dobrowolnie zabijają, pomyślała. Nagle dotarł do niej głos:

Tee, obcy, a ty skąd się tu wziąłeś?

Nie musiała się obracać, wiedziała, że zagadnął ją ten młody Antek, który pewnie przylazł tutaj po nieprzyjemnej przygodzie na drodze.

A tak wędruję sobie przez wieś. Zwiedzam okolice.

Ty, a może ty to jakiś urzędnik jesteś ze skarbówki, albo z tej, no unii europejskiej, co? Gadaj no zaraz! – warknął jej rozmówca.

Yoona – zabrzmiał w jej głowie głos suflera – zaproś go natychmiast do baru”.

A gdzie tam, człowieku, swój jestem, chodź do baru, postawię ci.

Yoona zagarnęła ramieniem lekko chwiejącego się już Antka i podeszła z nim do kontuaru.

Zygmunt – krzyknął Antek do człowieka za ladą – dawaj dwie sety. On stawia. – Pokazał ręką na Yoonę. Barman popatrzył pytającym wzrokiem na obcego. Ten kiwnął głową i powiedział:

Płacę od razu. Ile?

Barman poczuł, że może przybysza nieco naciągnąć.

Piętnaście złotych. Gotówka, czy karta?

Yoona, płać kartą, mruknął sufler”.

Płacę kartą – odparła. Barman podsunął terminal, Yoona przyłożyła dłoń, transakcja została zaakceptowana.

Antek w tym momencie poczuł, że przybysza można chyba naciągnąć na coś więcej. Jednym haustem wypił swoją porcję. Gdy Yoona ruchem ręki wskazała na drugi, bez namysłu sięgnął i wypił drugą setkę wódki. Zagarnął ramieniem przybysza i poprowadził do najbliższego stolika. Bełkotliwym głosem powiedział: – Fajny gość z ciebie – i przysnął.

Uwagę Yoony zwróciło urządzenie wiszące na ścianie. Na dużym ekranie widoczna była transmisja jakiegoś przemówienia. Obecni na sali mężczyźni wpatrywali się w ekran, słuchali niskiego wzrostem mówcy i kiwali z zadowoleniem głowami. Do Yoony dolatywały zewsząd słowa: „Dobrze gada, rząd musi nam dać pieniądze”. „Tak, widzicie, oni nam dają, nie to co te ich poprzedniki, co się tylko tymi, tfu, ośmiornicami obżerali”. „No, racja kumie, teraz to te miastowe do nas bedo przyjeżdżać po prowiant. Taki rząd to jest rząd”.

Yoona słuchała i obserwowała uważnie postać mówcy widocznego na ekranie. Jego mowa ciała pokazywała dobitnie, że ten człowiek kłamie. Wyraz oczu, skrzywienie ust, charakterystyczne ruchy rąk pokazywały bez najmniejszych wątpliwości, że mówca ów odstawia teatr i kpi sobie ze słuchaczy. Miała dość. Gwałtownie wstała z krzesła. Znowu ją poniosło. Uderzyła pięścią w stół.

Ludzie, czy wy naprawdę nie widzicie, że ten człowiek kłamie – powiedziała podniesionym głosem. – Czy wy nie słyszycie, że każde jego słowo to oszustwo? Dziwię się wam!

Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. Zapanowała cisza. Dopiero w chwili, gdy przekraczała próg usłyszała za sobą okrzyk:

Chłopy, to pewnie jaki szpieg z tej unii, albo inne lgbt. Bierzemy się za niego! Nie będzie nas tu bałamucił i propagandy uprawiał!

Po tych słowach rozległ się hałas odsuwanych krzeseł i gniewne okrzyki. Grupa mężczyzn ruszyła w stronę drzwi.

Na szczęście Yoona błyskawicznie uskoczyła za róg budynku i wróciła do niewidzialnej postaci. Z rozbawieniem ale i strachem obserwowała hordę pijanych mężczyzn szukających obcego, który odważył się podważyć prawdomówność ich ukochanego przywódcy.

Raport nr 3

Wcześniejsze obserwacje potwierdzone. Tres zamieszkują istoty o ograniczonej percepcji, łatwo podatne na manipulację wszelkiego rodzaju. Są niestabilni emocjonalnie, niezdolni do samodzielnego analizowania i wyciągania wniosków. Ich materiał genetyczny w mojej ocenie nie nadaje się do wykorzystania, między innymi z powodu zatruwania się używkami. Warunki życia na planecie nadają się do skolonizowania przez nas, pod warunkiem wcześniejszego wyeliminowania tych istot, które jedynie szkodzą sobie nawzajem, zatruwają siebie i środowisko. Wniosek końcowy: wysłać misję czyścicieli, jak kiedyś na Eero, zlikwidować wszystkich dwunożnych i dopiero wtedy można będzie przysyłać naszych mieszkańców. Uważam, że nie ma sensu kontynuować tej misji. Czekam na transport i wracam.

Raport przyjęty. Teleportacja za pięć minut według czasu Tres.

Chwilę później wielu mieszkańcom wsi Pieprzniki objawił się jasny błysk światła, bijący w niebo z pobliskiego lasu. Ochotnicza straż pożarna pojechała tam na sygnale, ale nic nie znaleźli. Po namyśle starsi uznali, że to pewnie jakiś znak z nieba.

Tak, chłopy, to znak z nieba, że cheba nasz wygra te wybory i znowu nam co dadzo – stwierdził stary Józwa. – Może znowu jakie piniondze, abo choć krowe jakom. Ale, chłopy – dodał – wszystkie musimy na niego głosować.

Życie w Pieprznikach wróciło do normy.

 

Jako ilustrację do posta wykorzystałem darmowy obraz LionFive z Pixabay

© 2020, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Może Ci się również spodoba

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error: Zawartość tej strony jest chroniona prawem autorskim.
%d bloggers like this: