Koniec Samorządów?

Ostatnie wydarzenia pokazują, że miłościwie nam panująca partia pod wodzą szeregowego posła ukuła w boju nową definicję słowa „samorząd”. Otóż wg nowego słownika pisowsko-polskiego słowo to oznacza „rząd sam rządzi wszystkim”. Można i tak – tyle, że metody jakimi to robią jako żywo bardziej przypominają raczej dyktaturę bolszewicką niż samorządność. Powoływanie się tutaj na tradycje krajów, które mają długie doświadczenia w tej kwestii czy choćby cytowanie encyklopedycznej definicji tego wstrętnego słowa byłoby bez sensu, albowiem mamy do czynienia z ludźmi, którzy doznali oto „iluminacji” i oni wiedzą lepiej niż reszta społeczeństwa. A jak ktoś wie, to jest wodoodporny na jakiekolwiek racjonalne argumenty.

Oczywiście wszyscy rozsądni ludzie muszą protestować przeciwko takiemu zawłaszczaniu państwa, publicznych pieniędzy i władzy. Czy jednak robimy to skutecznie? Mam wątpliwości. Oto przykłady.

  1. Mniej więcej pół roku temu pewien poseł PiSu (którego nazwiska jego nie wymienię, bo się nim po prostu brzydzę) cichcem milczkiem przepchnął w stolycy (nie poprawiać!) poszerzenie granic administracyjnych Opola o sąsiadujące gminy. Górnolotna argumentacja użyta przez złotoustych Pisowców była taka sama jak dziś w przypadku poszerzania Warszawy. Oczywiście o jakichkolwiek konsultacjach społecznych z najbardziej zainteresowanymi – czyli mieszkańcami tych gmin – mowy żadnej nie było. Nikt z tego pożal się Boże rządu nie raczył nawet się z owymi ludźmi spotkać. Czy ktoś z czytelników zauważył też może, czy w tym przypadku pojawiła się jakaś większa ogólnopolska i ogólnomedialna akcja przeciwko tym działaniom rządu? NIE! Owszem paru polityków partii opozycyjnych odwiedziło protestujących i uczestników strajku głodowego ale akcja protestacyjna nie miała tak masowego i znaczącego charakteru. Wyjątkiem jest tu godna szacunku postawa ks. biskupa diecezji opolskiej oraz górnośląskich organizacji pozarządowych, którzy stoją murem za mieszkańcami. Dlaczego ta zła decyzja w miarę gładko przeszła? Odpowiedź jest prosta:
    1. Bo sprawa dotyczyła jakiegoś małego prowincjonalnego (z punktu widzenia stolycy) miasta i ludzi, z którymi nie trzeba się liczyć.
    2. Bo dzięki temu machiawelicznemu zabiegowi PiS „załatwił na perłowo” mniejszość niemiecką w województwie opolskim, a to jest na rękę warszawskim elitom. Po tej zmianie granic administracyjnych zmieniają się radykalnie udziały procentowe mniejszości w ogólnej liczbie mieszkańców i w kolejnych wyborach samorządowych będzie praktycznie niemożliwe łatwe wprowadzenie ich przedstawicieli do samorządu lokalnego. A szef opolskiej mniejszości i równocześnie poseł na Sejm, wiceprzewodniczący Komisji Wspólnej ds. Mniejszości, po latach potakiwania i chodzenia na pasku władzy w kwestiach mniejszościowych został teraz z przysłowiowa ręką w nocniku.
    3. Bo dzięki temu zabiegowi biedniejące miasto Opole, rządzone de facto przez PiS, zyska ogromne przychody z „przejętej” Elektrowni Opole i będzie spora kasa do wydawania.
      W tej sytuacji nie dziwią mnie docierające do mnie głosy ludzi, którzy żałują, że kiedyś optowali za powstaniem województwa opolskiego.
  2. Metropolia Silesia. Temat rzeka, najbardziej chyba znienawidzony przez kolejne rządzące ekipy. Każda bowiem rozwinięta forma samorządności regionalnej czy lokalnej to wg nich co najmniej zamach na polską rację stanu (choć np. PiS nigdy tej racji nie zdefiniował). Najpierw Platforma przez lata robiła wszystko, żeby nic nie zrobić w tej sprawie a teraz PiS „uwalił” gotowy projekt i zamiast Metropolii Silesia szykuje Metropolię Warszawa. No bo przecież te śląskie czarne robole nie mogą być lepsi niż stolyca. I jak będzie trzeba to do Warszawy włączą kolejne jeszcze gminy aby tylko była ona największą aglomeracją w Polsce (a może i na świecie?). Żaden „orzeł” w Warszawie nie zastanowił się nad powodami, dla których śląska aglomeracja jest absolutnie różna od wszystkich innych w kraju i po prostu pilnie wymaga innych rozwiązań organizacyjnych. Po raz kolejny – oni wiedzą lepiej.
  3. Odbieranie pieniędzy i uprawnień samorządom. Kolejny przejaw bolszewickiej arogancji władzy. Jestem w stanie zrozumieć, że wódz PiSu nie jest zwolennikiem decentralizacji państwa (bo ani nie ma w tej kwestii wiedzy ani doświadczeń – wręcz przeciwnie), są chyba jednak w jego otoczeniu światlejsi ludzie, którzy wiedzą, że nie ma lepszej drogi na sprawne i tanie zarządzanie państwem jak rozbudowana samorządność lokalna. To właśnie lokalne władze wiedzą najlepiej co jest potrzebne obywatelom i jeśli wyposaży się je w odpowiednie kompetencje i fundusze, to spokojnie poradzą sobie same bez ingerencji władz centralnych. Ale jak widać i słychać nasz rząd idzie dokładnie w przeciwnym kierunku – o wszystkim będzie decydować centrala: urzędy pracy zarządzane będą z Warszawy, inwestycje w obiekty sportowe – takoż, ochrona środowiska – owszem też. Najbardziej paskudne w tej całej tzw. „dobrej zmianie” jest to, że te wszystkie kroki mają jeden ukryty cel – odebrać samorządom wszystkich szczebli jak najwięcej pieniędzy do centrali, oczywiście pozostawiając dotychczasowe zadania. No bo z jednej strony władza będzie miała pieniądze na spełnianie swoich obietnic bez pokrycia a z drugiej (co jest znacznie gorsze) dowód dla „ciemnego ludu”, że oto widzisz narodzie – samorządy są nieskuteczne i niezaradne, bo nie wypełniają swoich zadań. Musimy je zmienić. I znowu jak poprzednio – słabo coś z ogólnopolskimi protestami przeciwko dalszemu zawłaszczaniu państwa.
Co nas zatem czeka?

Nie wiem ale boję się, że nic dobrego. Bo niczego dobrego nie można się spodziewać po ludziach o zaściankowym XIX-wiecznym sposobie myślenia o państwie i społeczeństwie, kierujących się tylko chęcią zdobycia totalitarnej władzy. A w Europie i na świecie (ale i polskiej historii) jest tyle dobrych przykładów mądrej, dobrej decentralizacji władzy i realizowania wizji społeczeństwa obywatelskiego na każdym poziomie administracyjnym. Jeśli ktoś chce się dowiedzieć jak to zrobić niech zajrzy choćby do internetowego archiwum Sejmu RP i ze zrozumieniem przeczyta Ustawę z dnia 15 lipca 1920 roku. Zawiera tylko 46 artykułów plus mały załącznik, napisana jest pięknym, prostym i zrozumiałym językiem (w odróżnieniu od obecnego ustawowego bełkotu). Wystarczy odkurzyć, unowocześnić i zastosować w całym kraju. Ale to stanowczo zbyt trudne dla wszystkowiedzącej władzy. A szkoda!

© 2017 – 2020, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Sławomir pisze:

    Tekst trafia w punkt. Reforma była trudna bo politycy nie chcieli pozbywa się wpływu i wpływów w gminach i miastach i miasteczkach. PiS to odwraca a społeczeństwo pokornie siedzi cicho. W Dobrzeniu Wielkim byłem rozmawiałem z mieszkańcami którzy 12 dzień prowadzili strajk głodowy. Przeżycia pozostana w mojej pamięci do końca życia. Arogancja władzy znana z historii.

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error: Zawartość tej strony jest chroniona prawem autorskim.
%d bloggers like this: