Kit za 500 złotych

Nasz rząd przystąpił triumfalnie do wdrażania swojej obietnicy pt. 500+. Spróbuję pokrótce uzasadnić, dlaczego w moim pojęciu jest to kit, hucpa, czyli po prostu zawracanie ludziom głowy. Najpierw parę słów na temat obiegu pieniądza w państwie.

  1. Każda złotówka zarobiona przez każdego pracownika (z wyjątkiem tych co są zatrudnieni na czarno) jest opodatkowana – wprost lub pośrednio. Każda złotówka wydana na zakup czegokolwiek, zarówno przez firmy jak i obywateli jest również opodatkowana.
  2. Wszystkie te podatki spływają (w dużym uproszczeniu) do kasy państwowej, skąd dopiero są dzielone na różne cele, określone w budżecie rocznym. Na każdym etapie zbierania, podziału i kontroli wykorzystania muszą być zatrudnieni ludzie, którzy to robią, kontrolują i sprawdzają. Każdy etap w związku z tym kosztuje. To odwrotność takiej sytuacji gdy towar przepuszczany jest przez dziesiątki pośredników, z których każdy oczywiście zarabia swoją działkę ale końcowy nabywca płaci za wszystkich po drodze. Bowiem w przypadku pieniędzy budżetowych wszystkie te pośrednie etapy (urzędy, instytucje, ludzie) „zżerają” część pieniędzy na swoje pensje i inne koszty stałe i zmienne, a dopiero to co zostaje na końcu, trafia do celu.
  3. Tak więc każda złotówka „zarobiona” przez budżet państwa, zanim trafi do potrzebujących w postaci dotacji/wsparcia/dofinansowania, itp., itd., „zeżre” po drodze kilka a może kilkanaście złotych na nakarmienie pośredniczącej administracji.
  4. Proponowana przez rząd ustawa już w swoim założeniu mówi o konieczności zatrudnienia dodatkowych osób w samorządach do obsługi tego programu. Skutki – patrz p. 2 i 3 powyżej.

Nawet przy założeniu, że przedstawiony powyżej mechanizm jest uproszczeniem, widać, że tak organizowana wszelka pomoc społeczna i polityka prorodzinna jest niczym innym tylko nadmuchiwaniem administracji pństwowej i samorządowej.
Pół biedy, gdyby całe koszty tej „akcji” 500+ wziął na siebie budżet państwa – ale nie, to samorządy na swój koszt mają sobie poradzić z dystrybucją i kontrolą wykorzystania tych pieniędzy.
A już absurdem trąci pomysł „kontroli” czy rodzice wydają te 500 zł prawidłowo. Może w takim razie pani premier ułoży listę dozwolonych celów, np.: na lizaki – nie, na sukienkę komunijną – tak, na strój do jazdy konnej – nie, na trampki – tak (ale nie z wrażej firmy NIKE). I tak dalej, i tak dalej, aż do absurdu.

No dobrze, ale czy jest alternatywa?

Moim zdaniem tak. Należy skrócić drastycznie obieg pieniądza w przestrzeni publicznej – zamiast rozdawać pieniądze, po prostu ich nie zabierać, tzn.:

  • Obniżyć VAT dla wszystkich towarów przeznaczonych dla dzieci (odżywki, ubrania, pieluchy, buty, itd.);
  • Podnieść kwotę wolną od podatku dla osób o niskich dochodach (poziom do ustalenia);
  • Zapewnić bezpłatne miejsce w żłobku i przedszkolu dla każdego dziecka w pobliżu jego miejsca zamieszkania;
  • W każdym przedszkolu i każdej szkole zapewnić bezpłatną opiekę pielęgniarską a w szkołach dentystyczną (niekoniecznie fizycznie w szkole);
  • Absolwent każdej szkoły średniej powinien wychodzić z niej z prawem jazdy i kartą pływacką – nie płacąc nic, lub tylko symboliczną kwotę;
  • Podręczniki szkolne na każdym etapie nauczania powinny być własnością szkoły i wypożyczane uczniom na dany rok szkolny (za zniszczenie uczeń oczywiście płaci);
  • Na każdym etapie nauczania uczniowie powinni otrzymywać za darmo ciepły posiłek w szkole (jednakowy dla wszystkich);
  • Należy opracować i wdrożyć skuteczny system bezwzględnego ściągania należnych alimentów, w tym również zaległości;
  • Należy wprowadzić obowiązkowy podział urlopu macierzyńskiego pomiędzy oboje rodziców (pół na pół) o ile mieszkają razem i prowadzą wspólne gospodarstwo.

Jak zawsze będzie dalej istniała pewna część rodzin dysfunkcyjnych czy niezaradnych życiowo. Tutaj musi być silnie włączona pomoc doświadczonych asystentów rodzinnych a pomoc finansowa – jeśli wogóle – powinna być ograniczona do bezpośredniego zaspokajania konkretnych potrzeb poprzez ich zakup, bez dawania gotówki do ręki.

Świadomie pomijam absurdy wynikające z projektu tej, pożal się Boże, ustawy, takie jak rozstrzyganie czy przy dochodzie przekraczajacym limit o 1 czy 2 zł to te 500 dać, czy nie dać, a co jeśli rodzic ma dochody nieregularne (artyści i inni twórcy). Przykłady można mnożyć, zresztą robią to już inni.

Tak więc – póki jeszcze czas – apeluję do rozsądnych parlamentarzystów: uświadomcie tych oszołomów, którzy chcą rozdawać bez sensu publiczne pieniądze, że to nie jest żadne rozwiązanie.

© 2016, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Może Ci się również spodoba

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

error: Zawartość tej strony jest chroniona prawem autorskim
%d bloggers like this: