Noc Muzeów 2017 w Muzeum Górnośląskim

Po przeczytaniu na FB ogłoszenia, że Muzeum Górnośląskie poszukuje wolontariuszy do obsługi tegorocznej Nocy Muzeów wahałem się czy warto i czy dam radę. Jednak się zgłosiłem. I od razu pierwsze zdziwienie, spowodowane profesjonalnym podejściem do sprawy przez organizatora. Każdy z wolontariuszy został ubezpieczony od następstw nieszczęśliwych wypadków, z każdym podpisana została umowa wolontariacka a na dodatek (jak się potem okazało) przez cały czas trwania imprezy mieliśmy zapewniony pokój „socjalny” z kanapkami (dobrymi!!) i wszelakimi napojami.

Rola wolontariuszy polegała na wsparciu etatowych pracowników w obsłudze gości odwiedzających muzeum, udzielania im podstawowych informacji a także pilnowania by prezentowane eksponaty nie doznały żadnego uszczerbku. Miałem okazję zobaczyć „od kuchni” jak wielkim wysiłkiem organizacyjnym dla muzeum było to wydarzenie. W obsługę zaangażowana była chyba cała załoga a jej współpracę z nami wolontariuszami mogę ocenić tylko jako wzorową.

Program tegorocznej Nocy  w Muzeum Górnośląskim był niezwykle bogaty i każdy zwiedzający miał szansę znaleźć coś, co go zainteresuje. Skupię się tylko na tej części, w której uczestniczyłem osobiście, czyli wystawie etnograficznej Z życia ludu śląskiego. Od rozpoczęcia Nocy (godz. 18:00) aż do jej zakończenia o 24:00 nasze piętro było praktycznie pełne gości. Chwile „luzu” były naprawdę krótkie. Hitem dla wielu zwiedzających była szafa prababci, w której wisiały na wieszakach kompletne stroje rozbarskie (dla dzieci, młodzieży i dorosłych) i które chętni mogli przymierzać, w czym w pocie czoła pomagała kompetentna i sympatyczna pani z działu etnograficznego muzeum. Przy tej okazji zaobserwowałem bardzo ciekawe zjawisko. Do przymierzania strojów częściej ustawiały się dziewczynki (te za sprawą rodziców), młode dziewczyny i dorosłe kobiety, choć i kilku panów też się odważyło. W każdym przypadku zmiana stroju wywoływała natychmiast zmianę w ich wyglądzie. Twarze zaczynały promienieć, na ustach pojawiał się uśmiech, kobiety i dziewczyny wręcz rozkwitały. Te, które podchodziły do przymiarki ubrane jak z jednej sztancy – bluzka, spodnie, kurtka (wszystkie podobne do siebie) nagle czuły się jak młode damy. Dziewczyny z radością kręciły koła bogato plisowanymi spódnicami, bliscy obfotografowywali je z wszystkich stron. Dużą frajdę sprawiła nam jedna z młodych pań, która po obejrzeniu pozostałych ekspozycji przyciągnęła rodzinę jeszcze raz do szafy prababci i jeszcze raz się przebrała – tym razem w inny strój. Myślę, że ten punkt programu warto byłoby włączyć na stałe do repertuaru tej wystawy, żeby młode pokolenie miało szansę poczuć doświadczalnie „na sobie” ducha minionej epoki.

Z racji przyjętych na siebie dobrowolnie obowiązków nie obejrzałem wczoraj wszystkich prezentowanych obiektów ale nie żałuję. Ogromną przyjemność sprawiło mi wyznanie pewnego pana w średnim wieku, który stwierdził: „Mieszkam niedaleko a w tym muzeum jestem po raz pierwszy”. A takich ludzi było zapewne więcej i byli też pewnie tacy, którzy w muzeum w ogóle byli po raz pierwszy życiu. I te słowa owego pana są dla mnie największą nagrodą za sześć godzin spędzonych wczoraj „na nogach”.

Kto nie dotarł w tym roku na Noc Muzeów do Muzeum Górnośląskiego niech mocno żałuje. Naprawdę było warto! Mam nadzieję, że za rok będzie równie atrakcyjnie (a może lepiej?) i jeśli zdrowie pozwoli zgłoszę się do pomocy.

Na zakończenie chcę w swoim (ale chyba i nie tylko swoim) imieniu podziękować organizatorom za profesjonalną organizację tej imprezy. A poniżej kilka zdjęć z przebieranek (niestety robione telefonem bez flesza, stąd słaba jakość) i jedno zdjęcie – zagadka: Do czego służy przedstawiony na zdjęciu przedmiot, prezentowany razem z innymi sprzętami ze starej kuchni, który wygląda jak dzwon umocowany na długim kiju? Odpowiedź na końcu postu.

Świadomie moją relację ograniczyłem tylko do jednej z wielu wczorajszych coolturalnych wysp. Profesjonalne recenzje niech piszą specjaliści i dziennikarze, których wczoraj było sporo.

A przedmiot, o który pytałem, to starodawna „pralka automatyczna”. Jak wygląda i jak działa? Dowiecie się odwiedzając muzeum. Zapraszam!

© 2017, Janusz Muzyczyszyn. Wszystkie prawa zastrzeżone.

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. Janka pisze:

    Zapewne warta zachodu impreza, „wywleka” ludzi sprzed telewizora i zza stołu.

  2. Piotr Łoboda pisze:

    muszę przyznać, że pomysł miałeś znakomity – trzeba wszystkiego spróbować – jeszcze kustoszem zostaniesz 🙂 . Gratuluję – szkoda, że sam na to nie wpadłem 🙂

  3. Agnieszka pisze:

    Tak, szafa prababci to byl bardzo fajny pomysł i koncert i wszystkie zbiory. Dla mnie numer jeden to szkicownik Jana Matejki!

Miło mi będzie poznać Twoją opinię

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

error: Zawartość tej strony jest chroniona prawem autorskim.
%d bloggers like this: